Uno

uno

Uno

Słowem wstępu

W wakacje 2014 roku polecieliśmy na wczasy do Grecji, na wyspę Zakynthos. Mieszkaliśmy w hotelu Commodore w mieście Argassi. Miasteczko nie miało niestety greckiego klimatu, bo wszędzie słychać było polski i rosyjski, do tego każdy sklepikarz mówił po angielsku. Trochę szkoda, bo specjalnie na wyjazd uczyłem się greckiego, co dzieciom pozwoliło między innymi bawić się z małym Grekiem Nico, który dokuczał chyba wszystkim wczasowiczom, a słuchał się jedynie nas…

To właśnie w Grecji za 2,50 EUR kupiliśmy duży zestaw kart do Uno – naszej pierwszej bardziej zaawansowanej karcianki (wcześniej graliśmy wyłącznie w Piotrusia…).

W grze od razu zakochała się sześcioletnia wówczas Iga, zaś Szymon przekonał się do niej dopiero ostatnio, kiedy zaczęliśmy grać w nowoczesne gry planszowe.

W pudełku znajduje się 108 kart. Zawierają one liczby od 0 do 9 w czterech kolorach (każdego rodzaju, prócz zer, są po dwie sztuki) oraz karty akcji: +2, +4, pauza, zmiana kierunku i zmiana koloru.

Na czym polega gra

Na początku dostajemy po siedem kart, jedną odkrywamy na stole i do niej będziemy dokładać karty z ręki, resztę odkładamy na kupkę, z której będziemy dobierać w razie potrzeby.

20160508_151614Celem jest pozbycie się wszystkich kart z ręki, wykładając w swojej turze kartę, która pasuje do już leżącej kolorem lub wartością. Możemy zagrać też karty akcji. Wykładamy je gdy nasze karty akcji mają taki sam kolor, jak karta ostatnio wyłożona na stole, ale też bez względu na to, co tam leży. W tym pierwszym przypadku mam do dyspozycji:

  • +2 – gracz, którego tura następuje po nas, dobiera dwie dodatkowe karty, zanim będzie mógł zagrać;
  • pauza – gracz mający turę po nas pauzuje kolejkę;
  • zmiana kierunku – odwracamy kierunek gry (grę zaczynamy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, ta karta sprawia, że może to się zmienić wielokrotnie);

w drugim:

  • +4 – gracz idący po nas dobiera 4 karty, pauzuje kolejkę, a my wybieramy jaki kolor będzie obowiązywał;
  • zmiana koloru – wybieramy kolor, jaki ma obowiązywać (możemy utrzymać dotychczasowy).

Gdy któryś z graczy po wyłożeniu karty pozostaje z jedną na ręku – musi powiedzieć „uno”, w przeciwnym wypadku dostaje karnie dwie karty.

Kiedy jednemu z grających uda się pozbyć ostatniej karty liczymy punkty, które mu przypadną. Sumujemy oczka z kart, które zostały na ręku przeciwnikom. Wszystkie karty z cyframi dają tyle punktów, ile na nich widnieje. Karty akcji zależne od koloru dają 10 punktów (lub 20 – zależy to od wariantu punktacji, który wybierzemy), a te kładzione bez względu na kolor – 20 (lub 50).  Może się więc okazać, że gracz, który przegrał i został z dwoma kartami zer nie przyniesie wygranemu ani jednego punktu. Warto się więc pozbywać dużych nominałów, co najczęściej robi u nas Szymon.

Gra trwa wg instrukcji do określonej ilości zdobytych punktów, ale my ostatnio, żeby mieć kontrolę nad czasem określamy ile gramy partii i osoba mająca po nich największą ilość punktów – wygrywa.

W jednej z partii granej w sesji, którą widzicie na zdjęciach z pięciu kart, które zostały dzieciom przy moim zwycięstwie uzbierałem 9 punktów. W kolejnej partii Iga zdobyła 59, w trzeciej 25 (razem 84). Ja z kolei wygrałem dwie kolejne, ale dociągnąłem ledwie do 81 i triumfowała Iga mimo, iż wygrała mniej partii niż ja, ale za to jej wygrane miały większą wartość…

Ocena ogólna

Zasady są jak widać bardzo proste, ale przy grze w więcej niż jedną osobę pozwalają na20160508_151728 obmyślanie taktyk. Przy trzech graczach mamy największą możliwość ustalenia strategii, przy większej ilości grających gra staje się bardziej losowa.

Uno na pewno nie jest trudne, co pozwala na dobrą zabawę już przy pięciolatkach. Po kilkunastu partiach wiedzą już mniej więcej, jak grać, by zmaksymalizować wygraną.

Emocje w grze są umiarkowane. Ciśnienie rośnie, gdy ktoś zostaje z jedną kartą i trzeba zrobić wszystko, by go powstrzymać. I choć takich momentów nie jest wiele, zabawa jest fajna, nie wymagająca wielkiego myślenia, ale jednocześnie nie pozwala być całkowicie bezmyślnym.

Zabawy jest przy niej sporo, dużo jest tzw. negatywnej interakcji, czyli robienia sobie na złość.

Nasze karty przez dwa lata bardzo się zgrały i są już podniszczone. Mamy za sobą już setki partii i na pewno jeszcze kolejne przed nami.

Zalety grania z dziećmi

20160508_152215To typowy karciany gateway. To bardzo prosta gra, która wprowadza u młodego gracza podstawy logicznego myślenia. Gra jest dość losowa i zależy w dużej mierze od szczęścia w dobieraniu kart. Jednak bez zastosowania rozsądnej taktyki nie da się wygrać. Pewnie dlatego Szymon jej nie lubił, bo jeszcze rok temu chciał ją traktować jak Czarnego Piotrusia – czyli grę przy której się nie myśli, a tylko bawi. Tu myśleć trzeba. Odkąd zaczęliśmy grać w inne gry wymagające opracowania taktyki, Szymek przyznał, że Uno zaczęło mu się podobać. I gra dziś w nie bardzo chętnie (co widać na zdjęciach).

Gra wymaga znajomości liczb u młodszych graczy, a w przypadku dzieci wczesnoszkolnych uczy dodawania większych liczb przy podsumowywaniu punktów.

Wad nie ma. Jest prosta i lekka, zajmuje mało miejsca, można ją zabrać na każdy wyjazd. Partie trwają krótko od 3 do 10 minut. I co najważniejsze dzieci chętnie w nią grają. Nawet te młodsze.

Ocena końcowa

Poziom trudności: bardzo łatwa

Wykonanie: zwykłe karty z prostymi grafikami, choć występują tematyczne wersje talii (Cars, Monster High).

Ocena ogólna taty: 7

Ocena ogólna Igi: 6

Ocena ogólna Szymka: 7

Średnia ocen: 6,66

Czas trwania: w zależności od określenia ilości partii, lub limitu punktów. Jedna partia nie dłużej niż 10 minut.

Cena ok. 15 zł

Informacja o grze

Zawartość pudełka:

108 kart

liczba graczy: 2-10

Wiek: zaczęliśmy bez problemów od sześciu lat. Pewnie rok wcześniej również moglibyśmy się nią dobrze wspólnie bawić.