Beyblade – Kimble

beyblade_kimble_2Beyblade – Kimble

Słowem wstępu

Szymon najwyraźniej tuż przed swoimi ósmymi urodzinami zaczął opowiadać w szkole, że jego nowym hobby są gry planszowe, gdyż zaproszony na przyjęcie kolega z klasy sprezentował mu aż dwie. Pierwszą była Mafia, której na razie nie jesteśmy w stanie przetestować, gdyż potrzebujemy minimum siedmiu graczy (choć słyszeliśmy, że może być ciekawa). Drugą był jeden z wielu na rynku klonów ch20160422_193137kińczyka – Beyblade Kimble, wydawnictwa Tactic.

Po małym rozczarowaniu niemożnością gry w Mafię, Szymon całą nadzieję pokładał w kolorowej, plastikowej planszy z wbudowaną kostką. Dołączone do niej było 12 również plastikowych pionków, po cztery w czterech kolorach, nalepki na pionki (których nie naklejamy, później napiszę dlaczego) oraz instrukcja, z której nie do końca wynikało, jak uruchomić kostkę.

Pod plastikową planszą przymocowana jest zadrukowana tektura z grafiką, która się czasem przekręca i trzeba uważać, bo nie zawsze nadruk pasuje do plastiku.

Na czym polega gra?

Chyba każdy rodzic grał w chińczyka, toteż sens pisania tego rozdziału jest wątpliwy. Gdyby jednak ktoś chętny na instrukcje się jednak znalazł – proszę bardzo…

Pionki ustawiamy w bazie i po kolei rzucamy, czy jak w tym przypadku naciskamy kostkę. Jeśli wypadnie 6 możemy wyprowadzić pionek na pole startowe i rzucić raz jeszcze (bo 6 pozwala na kolejny rzut – i tak do momentu wyrzucenia innej liczby oczek). Jeśli nie mamy pionka w grze, inny wynik niż 6 oznacza, że nie robimy nic i czekamy na kolejną szansć. Po okrążeniu pionkiem planszy możemy wejść do bazy wewnętrznej. Kto wprowadzi pierwszy do niej wszystkie cztery swoje pionki – wygrywa.

Jeśli na pole z pionkiem wejdzie pionek innego gracza. Ten pierwszy wraca do bazy startowej.

Żeby wprowadzić pionek do bazy wewnętrznej musimy wyrzucić odpowiednią ilość oczek. To znaczy, że np. jeśli mamy już trzy pionki w bazie wewnętrznej i od ostatniego wolnego w niej miejsca dzielą nas 4 pola, musimy wyrzucić dokładnie 4.

I już…

Ocena ogólna

Wszyscy bardziej zaawansowani gracze powtarzają jak mantrę, że chińczyk to nie jest gra planszowa. Dopóki nie zasiedliśmy do Beyblade nie do końca rozumiałem dlaczego tak twierdzą.

20160422_193022kPierwszą partię zagrałem na poważnie i wygrałem z dzieciakami. W drugiej zrobiłem coś, czego nigdy nie robię, starałem się podłożyć. Wykonywałem najgorsze ruchy, jakie tylko mogłem (możliwości podejmowania decyzji są tu mocno ograniczone). Wychodziłem wszystkimi pionkami i ustawiałem się jeden za drugim, żeby prawdopodobieństwo zbicia mnie było jak największe. Naprawdę starałem się przegrać ze wszystkich sił i… wygrałem.

Wniosek jest jeden. Cokolwiek by się nie robiło, w tej grze decyduje wyłącznie los, a gracz na przebieg rozgrywki i jej finał nie ma praktycznie wcale wpływu.

O ile narzekałem, że emocje przy Talismanie są niewielkie, to w tym przypadku musiałbym napisać, że są wręcz ujemne. Nie, nie ma żadnych. Choć nie, cofam moje słowa… Czasem przecież pojawia się irytacja, kiedy, jak w przypadku Szymka, zanim udało mu się wyrzucić pierwszą szóstkę w grze, ja już miałem w bazie wewnętrznej dwa pionki, a Iga jeden.

Zaletą tej wersji gry jest ciekawe rozwiązanie z kostką, która jest zamknięta pod plastikową kopułą, a jej naciśnięcie skutkuje podrzuceniem kostki i zmiany położenia. To chyba jedyna atrakcja.

W opisie gry w dużym sklepie internetowym znalazłem informację, którą muszę zacytować: „Prawdziwie emocjonująca gra pościgowa! Solidne pionki i niezwykle wytrzymała plansza. Umiejętności plus odrobina szczęścia w idealnych proporcjach!”. Myślę, że są pewne granice bezzasadnych pochwał produktu w ramach reklamy, ostatnie zdanie mocno je przekracza. To jakby powiedzieć, że Fiat 126p był doskonałym połączeniem samochodu rodzinnego z wyścigowym…

Zalety i wady grania z dziećmi

W opisach poprzednich gier miałem duży problem ze znalezieniem wad. Tu mam kłopot także z zaletami. Poza sloganem, że cenne i wartościowe jest spędzanie z dziećmi czasu, nic więcej raczej nie wymyślę.

20160422_193219kWada jest jedna. Dzieci siedząc przy chińczyku najzwyczajniej marnują czas, który można byłoby poświęcić na coś równie szybkiego, a czegokolwiek uczącego.

Nie wróżąc długiego życia w naszym domu tejże pozycji uznałem, że nie warto nalepiać naklejek na pionki, niech to zrobi kolejny właściciel. Tylko komu sprawić tak niefortunny prezent?

Oczywiście chłopiec, który wręczył Beyblade Kimble Szymkowi na urodziny nie miał doświadczenia w grach. Pozycja jest kolorowa, a pudełko wygląda ciekawie. Na pewno podarek był szczery. Niestety w szkole dzieci nie uczą się wielu przydatnych w dorosłym życiu rzeczy (jak podstawy prawa czy ekonomii), za to będą wiedziały, co uprawia się w Gwatemali. Tym bardziej więc nie można wymagać by szkoła informowała, co może nasze pociechy rozwijać, bawiąc jednocześnie…

Ocena końcowa

Poziom trudności: zerowy

Losowość: całkowita, brak jakiegokolwiek wpływu na przebieg rozgrywki.

Wykonanie: 4 (poza pudełkiem rozczarowujące)

Emocje: 1

Ocena ogólna taty: 1

Ocena ogólna Szymka: 1

Ocena ogólna Igi: 2

Średnia naszych ocen: 1,33

Czas trwania rozgrywki: 10-30 minut (3 osoby)

Cena: około 50 zł

Informacje o grze

ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA:

  • plansza z wbudowaną kostką
  • 16 pionków

Gra dla 2-4 osób

Wiek: nie podany, myślę, że zależy od masy ciała dziecka, bo żeby wcisnąć kostkę należy mieć trochę siły bądź masy.